“Wracamy do korzeni!” – wywiad z Panią Burmistrz Barbarą Magierą

BM

Fundacja “Integracja Pokoleń”, która zajmuje się m.in. akcją “Ratuj Pszczoły” przeprowadziła wywiad z Panią Burmistrz Radlina Barbarą Magierą, w temacie miejskiego planu ochrony owadów. Wywiad przeprowadził urbanista i organizator akcji Ratuj Pszczoły dr inż. Konrad Lewacki.

 

O tworzeniu przyjaznego owadom miejskiego ekosystemu przyrodniczego (opartego na zasadach zrównoważonego rozwoju) z Burmistrzem Radlina, Barbarą Magierą, rozmawia urbanista i organizator akcji Ratuj Pszczoły dr inż. Konrad Lewacki.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie Planu Działań Ekologiczno-Edukacyjnych pod nazwą „Radlin – miasto z sercem dla owadów”? Kto wyszedł z tym pomysłem i z jaką reakcją się on spotkał?

Barbara Magiera: Pomysł na działania w zakresie pszczół i roślinności miododajnej, zrodził się podczas jednej z wielu burzy mózgów, które często przeprowadzamy w gronie pracowników urzędu. Oczywiście punktem wyjścia było tworzenie przyjaznych, zielonych przestrzeni publicznych. Równolegle docierały do nas coraz głośniej słyszane głosy, dotyczące problemu ginięcia populacji pszczół oraz tego, co oznacza to dla całego środowiska i dla nas samych. Nam, mieszkańcom przemysłowego Śląska, nie trzeba tłumaczyć wpływu przemysłu na ekosystem. Wystarczyło połączyć potrzebę zwiększenia ilości zieleni w mieście z działaniami w zakresie edukacji ekologicznej. I tak doszliśmy do pszczół…

Czy znają Państwa inne miasta w Polsce posiadające taki plan? Z naszych obserwacji wynika, że w większości polskich miast pszczelarze nie mogą nawet legalnie trzymać pszczół w miastach, co jest wynikiem przepisów ogólnych. Rada Miejska może te przepisy zmienić i umożliwić hodowanie pszczół w mieście, jak ma to miejsce w Warszawie, czy Krakowie, ale w większość miast nie robi nawet tego…

BM: Wiemy o tym, że w większych polskich miastach podejmowane są czasami działania takie, jak stawianie hoteli dla dzikich zapylaczy. Najczęściej przez organizacje pozarządowe. Natomiast jeśli mówimy o planie działań i to przyjętym jako forma prawa miejscowego, całkiem prawdopodobne, że jesteśmy w kraju pierwsi.
Kiedy szukaliśmy pomysłów i inspiracji podpatrywaliśmy rozwiązania w zachodnich miastach. Pomysły z dużych miast Europy czy Stanów staraliśmy się adaptować na nasze, lokalne warunki. Nie chcieliśmy, aby były traktowane po macoszemu, czy jako ciekawostka pomiędzy innymi działaniami, dlatego ujęliśmy je w bardzo formalne ramy planu działań i oficjalnego dokumentu, jakim jest zarządzenie burmistrza. To pomogło usystematyzować te działania i ubrać je w spójną całość.

W planie bardzo logicznie rozpisane są działania miasta, mające zarówno zwiększyć bazę pożytkową dla owadów oraz zapewnić im miejsce bytowania np. przez tworzenie hoteli dla zapylaczy oraz odpowiednią pielęgnację zielenią. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się jednak działania związane z edukacją najmłodszych (a wiadomo, że dorośli żyją pasjami swoich dzieci). Nie chodzi więc tylko o zrobienie czegoś przez miasto, ale zainteresowanie zagadnieniem ochrony owadów całej społeczności. W tym kontekście podkreślona jest rola owadów w ekosystemie miejskim. To podejście bardzo trafne, ale skąd się wzięło? Czy uważacie miasto jako ostoję owadów (bo na pewno nowoczesne rolnictwo nie jest im przyjazne)?

BM: Z tego, co słyszymy od ekspertów w dziedzinie pszczelarstwa, miasta takie jak Radlin są o wiele lepszym miejscem dla pszczół, niż… miejscowości wiejskie. Wydawałoby się, że jest inaczej, a okazuje się, że opryskiwanie roślin przez rolników szkodzi im o wiele mocniej niż nasze zakłady przemysłowe. Poza tym mamy bardzo zróżnicowaną roślinność, co jest chyba najważniejsze w tym temacie.
Fakt, edukacja jest jednym z filarów naszej „pszczelej strategii”. Zarówno w postaci spotkań uczniów z pszczelarzami, jak i cyklicznych zajęć w szkołach. Zresztą wszystkie placówki edukacyjne w Radlinie mają już swoje „hotele” dla dzikich zapylaczy, którymi się opiekują. Oczywiście, chcieliśmy tym tematem zarazić od najmłodszych lat. Z jednej strony faktycznie „rodzic żyje pasjami swoich dzieci”. Z drugiej zaś często zdarza się, że to dziecko instruuje rodzica, że pszczoły nie należy się bać, że murarka ogrodowa nie żądli, że w przydomowym ogródku lepiej zasadzić lawendę czy inną miododajną roślinę.
Ale staramy się również docierać z edukacją ekologiczną do osób dorosłych. Z początkiem wiosny zorganizowaliśmy warsztaty ogrodnictwa miejskiego. Zaprosiliśmy działkowców i rolników aby wysłuchali o tym, jak dbać o zieleń i roślinność, aby nie szkodzić owadom i dlaczego warto tym stworzeniom pomagać. O tym, że jeśli już musimy opryskiwać, to niekoniecznie w porze największej aktywności owadów.

Warsztaty7

Warsztaty Miejskiego Ogrodnictwa w Radlinie

Tu nasuwa się kolejne pytanie: z jakim odbiorem mieszkańców spotkał się plan, bo część jego założeń została już zrealizowana?

BM: Obawialiśmy się uśmiechów i to niekoniecznie życzliwych. Pamiętajmy, że Radlin jest gminą górniczą, więc musieliśmy przy okazji tłumaczyć, że przemysł może koegzystować razem z naturą i że zanieczyszczonego pyłku pszczoła nie przyniesie do swojego ula. Z pomocą przyszły lokalne stowarzyszenia pszczelarskie, które były dla nas wielkim wsparciem. Z ich pomocą udało się zorganizować Jarmark Pszczeli, zajęcia z dziećmi i sieć kilkunastu hoteli dla dzikich zapylaczy w mieście.
Pozostała tylko kwestia przezwyciężenia stereotypów. A ze stereotypami walczy się zazwyczaj bardzo trudno, choć nie ma innej metody niż tylko edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Również samych siebie.
Odbiór naszych działań, jak dotychczas, jest bardzo pozytywny. Wielu mieszkańców nie miało pojęcia, że np. mamy w mieście pasieki i można jeść tutejszy, zdrowy miód.

Plan jest pomysłem na promocję miasta, ale przykładowe kwietniki i skwery z roślin miododajnych nie będą tak spektakularne dla oka, jak rabaty w innych miast. Będą za to rajem dla pszczół! Co na to mieszkańcy, wolą piękne kwiaty „na których mucha nie siada”, czy tętniące pszczelim życiem skromniejsze rośliny miododajne?

BM: Można to doskonale połączyć i stworzyć miejsce, które będzie faktycznie „rajem dla pszczół”, a przy tym zachwycało wyglądem i zapachem. W zeszłym roku rekultywowaliśmy pewien zaniedbany miejski teren na skwer z zieleńcami. Przez środek zaprojektowaliśmy miejsce na nasadzenia w kształcie rzeki, która jest obsadzona miododajną lawendą. Nad tą lawendową „suchą rzeką” postawiliśmy mostek. Obok stoi hotel dla murarek ogrodowych. A wszystko w otoczeniu popularnych na Śląsku „familoków”, czyli kamienic z czerwonej cegły. Efekt jest oszałamiający. Co ciekawe nasze śląskie „familoki” projektowano na przełomie XIX i XX wieku jako…osiedla-ogrody! Już wtedy myślano o tym, by przemysł nie zdominował całkowicie natury i by zachować odpowiednie przestrzenie zieleni.

Czy realizacja planu (chodzi tu głównie o nasadzenia roślin miododajnych i utrzymanie zieleni) zwiększy wydatki miasta? Czy sadzonki roślin miododajnych są droższe? Czy można liczyć na oszczędności związane z faktem, że rośliny miododajne to byliny, więc na następny rok nie trzeba będzie kupować nowych? Czy ograniczenie koszenia trawników w celu umożliwienia wydania roślinom nasion podobnie obniży koszty?

BM: Bardzo ciężko określić kwestie wydatków w sposób jednoznaczny, ponieważ nakład na zieleń i nasadzenia postanowiliśmy zdecydowanie zwiększyć w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jest to związane z ogólną tendencją w naszym mieście, czyli tworzeniem zupełnie nowych placów, skwerów.. . A we wszystkich nowych miejscach już planujemy roślinność miododajną i nowe hotele dla zapylaczy.
Poza tym musimy pamiętać, że wybór roślin miododajnych nie jest jakąś ekstrawagancją. To rośliny, które znamy, lubimy i często otaczają już nas w naszych ogródkach. Róża, lipa, bluszcz, szałwia, czy kłokoczka zwyczajna, zwana zresztą w naszych stronach „radlińskim kokoczem”. Po prostu wracamy do korzeni.

IMG_7865

Hotel dla owadów na zabytkowym osiedlu Emma

Czy w związku z planem pojawiły się jakieś problemy – ze strony mieszkańców, podczas wdrażania?

BM: Mieszkańcy zareagowali bardzo pozytywnie i ciepło. Cieszy nas również to, że nasze działania zainspirowały inne nasze miejskie jednostki. Ze swoimi inicjatywami w temacie ochrony owadów wychodzą już nauczyciele, czy pedagodzy w przedszkolach.
Jedynym problemem, czy raczej wyzwaniem dla Radlina, jest zaistnieć w powszechnej świadomości jako miejsce zielone i przyjazne dla ekosystemu. Jesteśmy jeszcze mocno kojarzeni z przemysłem i górnictwem, a zapomina się, że przyroda, zieleń, tradycje rolnicze, tradycje właśnie „zielonego Radlina” to dużo dłuższa historia niż górnictwo. To spore wyzwanie przezwyciężyć stereotypy. Ale mocno pomaga nam przekonanie, że robimy dobrą pracę zarówno dla ludzi, jak i przyrody.

Z punktu widzenia akcji Ratuj Pszczoły, to po prostu wzorowy przykład do naśladowania. Bardzo dziękuję za rozmowę oraz czekam na wyniki realizacji planu, a także na kolejne innowacyjne rozwiązania, jak lawendowa rzeka, które są przyjazne owadom, a jednocześnie stanowią ozdobę miasta!

 

 

Link do wywiadu: http://integracja-pokolen.org/ratuj_pszczoly.html#RadlinSerdeczne podziękowania dla portalu http://integracja-pokolen.org  !

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *